Archiwum
Zakładki:
czyli: extatyczne wzloty i traumatyzujace upadki polskiego filmowca w UK
RSS
czwartek, 10 listopada 2016

Tyrion zastrzelił Tywina Lannistera na kiblu i odpłynął żaglowcem w sina dal. Skończyliśmy catch up Game of Thrones. Został jeszcze sezon piaty z tych co do tej pory wyszły na BluRayu... Ostatnio podczas jakiejś rozmowy z Oxford Girl od słowa do słowa doszliśmy do tego, ze chętniej ruchałaby się z karlem niż z Pakistańczykiem...


Będąc w temacie dziwnych stworów – napisał do mnie mój kuzyn, który niedawno u nas gościł. Napisał ze następnym razem może nie będzie tak marudny jak był marudny podczas tego pobytu. Był dziesięć dni. Przez pierwsze trzy było ok. Potem zaczął nie dawać rady kondycyjnie, bo on strasznie, strasznie otyły jest. Ja mam spora nadwagę ale jego jest po prostu chorobliwa. A Londyn to duże miasto i dużo się chodzi jak się zwiedza... Przedostatniego dnia poszliśmy do Ministry of Sound ale byliśmy tacy zjebani, ze obeszliśmy klub i poszliśmy sobie. Czlowiek chcialby byc szalony lecz niestety jest zmeczony. Starosc nie radosc...


Będąc w temacie dziwnych stworów – ja się Trumpa wcale nie boje. Wręcz przeciwnie. Trzymam za niego kciuki. Uosabia on, co prawda wszystko co mnie odrzuca w amerykańskiej kulturze. Hillary niemniej uosabia wszystko co mnie odrzuca w amerykańskiej p o l i t y c e. Nie byłem zdecydowany komu kibicować (bo przeciez głosunie mam) ale w przeciwieństwie do wielu ludzi zadalem sobie trud poczytania emaili Clintonowej, które wyciekły z WikiLeaks. To niebywale, ze większość ludzi wciąż wierzy, ze chodziło o fakt umieszczenia tych emaili na publicznym serwerze a nie o ich zawartość! Pewnie się na tym przejadę, pewnie to kolejny teatrzyk i ustawka, ale w tej chwili wiaze duze nadzieje z roszada, jaka się dokonała w Waszyngtonie. Oby dobrze przeczyściło kanalizacje! Choc jak znam życie – nie uda się bo hydra iluminacka rzucac będzie pod nogi najgrubsze kłody. O ile ten Trump sam nie jest jedna z wielu głow tej hydry... Co by mnie wcale nie zdziwiło... A może nie jest? A może jest? Nie cieszy mnie tyle jego wygrana ile to, ze ta podżegająca do wojny kurwa satanistyczna, worek much i trupów z uśmiechem robota poszła w odstawkę i to tym razem chyba kategoryczna!



Będąc w temacie dziwnych stworów – mija ostatnie 20 minut mojego 38go roku życia. Za niedługo zacznę 39ty rok. Ostatni rok mojego trzydziestolactwa, czy jak się to tam odmienia... Chujowo.

Moja mama zawsze mawia, ze życie mężczyzny zaczyna się po czterdziestce. Zobaczymy. Mam jeszcze rok, żeby się przygotować. Abrakadabre skończyć i rozkręcić kolejny projekt, który póki co w powijakach mam ale z dnia na dzień coraz odważniej wychyla łepek...



01:00, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 października 2016

Tyle rzeczy, o których chciałbym wam napisac...

I o kosciele, w ktorym pracuje, ostatnio były 50 urodziny Pastorowej. W zyciu nie widziałem takich urodzin! W przyszłym tygodniu mamy konferencje siedmiodniowa. Przyjeżdża wielu pastorów z Afryki....

Ale – napisze wam o czymś innym teraz.

Jakies dwa tygodnie temu wróciłem z retreatu (retritu) 10 dniowego na pograniczu Anglii i Walii.

Przez 10 dni żyłem tam jak mnich.

Przez 10 dni nie wypowiedzialem zadnego slowa do innych studentów.

Przez dziesięć dni medytowałem po 12 godzin dziennie.

Przez dziesięć dni wszyscy byliśmy posegregowania. Dwa osobne podobozy. Osobny dla kobiet, osobny dla mężczyzn.

Przez dziesięć dni wstawalem o czwartej rano, medytowałem dwie godziny, potem o sostej sniadanie, trzy godziny medytacji, potem o 11tej lunch

(ostatni prawdziwy posiłek dnia), godzina odpoczynku, kolejne trzy godziny medytacji. Potem o piatej popołudniu można było zjesc dwa owoce. Do konca dnia medytacja. O dziewiątej wieczorem cisza nocna.


A wszystko w otoczeniu walijskiej wsi. No horyzoncie pagorki, na których pasa się owce.

Wstawalem gdy były jeszcze gwiazdy na niebie. Kładłem się niedługo potym jak się pokazywały.

Medytacja nazywa się Vipassana. Jest to oryginalana medytacja, której nauczal Budda.

Nie wynaturzony buddyzm spod znaku buddyzmu Tybetanskiego, którego ikona jest Dalaj Lama, w której są bogowie, nieba, piekla i klania się posazkom Buddy Vipassana to medytacja, która przetrwała w burmie, po smierci Buddy zniknela z Indii i dopiero w ciagu kilku ostatnich dekad powróciła do Indii za sprawa pewnego Burmijczyka, niejakiego S. N. Goenki. Taki gruby, hinduski, a w zasadzie burmijski Yoda:


Goenka niezyje od trzech lat i medytacji nauczaja teraz z tasm, które specjalnie w tym celu nagral i wyświetlanych raz dziennie wykładów, spacjalnie na 10 dniowe kursy.

Jest to medytacj a-religijna, w zasadzie można by powiedziec nawet ze anty-religijna.

Wiele w tym nauczaniu madrosci, temu nie da się zaprzeczyc.

Pamiętacie, czas temu jasis sparzylem się medytacja transcendentalna, nauczyciel mnie oklamywal co do znaczenia mantr, która mi i innym studentom podal. Kazda medytacja z mantra albo wizualizacja jest medytacja religijna. Vipassana jest inna. Jest to medytacja wglądu, medytacja polegajaca na obserwowaniu rzeczywistości swoich doznac.

Żeby pozostać w praktyce medytacyjnej potrzeba medytować dwa razy dziennie po godzinie.

No ja nie daje rady. Daje rade 45 minut z rana. Bardzo fajnie się jest tak skomponować przez rozpoczęciem dnia.

W zasadzie na takim retreacie uczy się trzech medytacji.

Przez pierwsze trzy dni obserwujemy wlasny oddech. Obserwujemy trojkat, którego szczytem jest gora nasady nosa a dolem gorna warga. Przez trzy dni obserwuje się jak powietrze prześlizguje się przez nozdrza, jak wylewa się nimi i jak uderza w gorna warge. Trzeciego dnia to dopiero się czuje, jak uderza powietrze pod strefe wąsów pod nosem....

Potem ta wyczulona powierzchnie mentalnie przenosi się na czubek głowy i stopniowo rozszerza się na cale cialo, od czubka głowy do koniuszków palcow u stop.

Sek w tym, ze przez ten czaly czas nie można zmieniac pozycji ciala.

Przy pierwszym razie, podczas dwugodzinnej sesji nauki Vipassany, Goenka z tasmy kieruje medytacja i przesuwamy uwage z okolic skalpu na brwi, potem na oczty, potem na uszy etc.

W kolanach zaczyna lupac, kręgosłup zaczyna napierdalac a Geonka z tasmy: Teraz na szyi możecie poczuć zimno,,, A może cieplo.... a może uklucie.... a może dotyk,,,, a może mrowienie... alebo może laskotanie.... a może.... i tak dalej wmienia po kolei wszystki mozliwe wrtazenia, po to tylko, zeby przenieść się na inna część ciala i znow zaczac wymieniac co tam można czuc!!! A mnie już tak boli wszystko, ze az się spociłem, zacząłem śmierdzieć, w srodku zwijam się z bolu.... Wszystko to dzieje się w centrum medytacyjnym, gdzie wszyscy siedzimy, polowa sali kobiet, polowa mężczyzn, w dość niewygodnych pozycjach na poduszkach, bez oparcia, już wiem, ze przeprowadzi nas przez cale cialo, a tutaj dopiero prawy bark robimy, Teraz na prawym barku możesz poczuć zimno.. A może cieplo.... a może uklucie.... a może dotyk,,,, a może mrowienie... albo może laskotanie.... Nie czulem takiego bolu od lat! Och na dugo zapamiętam te dwie godziny w centrum medytacyjnym....


Believe it or not – po trzech dniach nic mnie już wogole nie bolało. Przejscie 'pierscienia' uwagi przez powierzchnie calego ciala zajmowalo mi już nie godzine ale jeden wydech (od czubka glowy do stop) albo wydech (od stop do czubka glowy). I wtedy zaczęliśmy uwage przekierowywac nie na powierzchnie skory ale na trojwymiarowy skan ciala. Przesuwalem swiadomosc na przekroju, z gory na dol, na boki, z przodu w tyl.... Czulem bicie swojego serca! Gdy przechodziłem przez jame brzuszna, kiszki zaczynaly bulgotac, wszystko się w środku przesuwało! Jestem pewien, ze ta medytacja ma silne właściwości terapeutyczne. Czuje się, ze cialo nie jest materialne a ze jego wlasciwoscia jest cialo energetyczne. Obserwowanie rzeczy jakimi są naprawdę.

8-9 dzien retreatu mialem zmysly wyostrzone jak hinduski yogin.

W zasadzie nie potrzebowalem snu. Czulem, detale gruntu pod stopami jak chodzilem po ziemi.

To właśnie jest Vipassana.

Ostatniego dnia uczymy się medytacji, która nazywa się Metta. Jest to dzielenie się wewnetrzna miloscia, pokojem, równowaga z wszystkimi istotami na swiecie. Poświęca się temu kilka minut po ok godzinnej sesji Vipassany. Generalnie błogosławi się wszystkim istotom na swiecie i zyczy się im szczęścia, miłości i pokoju. Przebacza się wszystko wszystkim i prosi o wybaczenie.

To bylo bardzo dobre 10 dni, ten retreat.

Powróciłem do Londynu i z początku czulem się jak we snie.

Po dziesiecu dniach nie wypowiedziawszy slowa.

Medytowawszy 12 godzin dziennie.

A to wszystko do wykładów ( z niektorymi rzeczami się zgadzałem z niektórymi ni) Goenki i do jego Chantow.

Gdy pierwszym razem slucha się tego – było dziwnie.

Dzis uważam jego chanty za bardzo uspakajajace i chillujace.

Chcecie? Posłuchajcie.

Bhavatu sabba mangalam - (in Pali language) May all beings be happy!



02:22, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 października 2016

Zydzi skonczeni. Czas wrócić do Abrakadabry.

Czy wspominałem wam, ze montażysta Abrakadabry, podobnie jak kiedys dźwiękowiec Portobello Road zniknął mi z pola widzenia a potem odnalazł się i nie chciał już dalej robic? Tak to niestety bywa jeśli placi się grosze zdesperowanym ludziom, którzy poszukuja jakiejkolwiek pracy w swoim rzemiośle a potem nagle dostają posade na pelen etat za £2000 miesięcznie i szkoda im czasu na projekt, który przyniesie im jakieś zasmarkane £300 a przy ktorym urobia się po lokcie. Dodatkowo uposledza mnie moj wrodzony polski samokrytycyzm. Taki Jaggi potrafil wmówić ludziom, ze projekt nad ktorym pracuja jest epokowym arcydzielem i zmieni ich cala kariere i jest dla nich życiowa szansa.... Ja zaczynam przedstawienie projektu od omówienia tego co mi nie wyszlo i ze potrzebuje pomocy, żeby to troche wygładzić albo schowac albo cos...

Zachęcony promosem dla synagogi, z którego jestem bardzo zadowolony, postanowiłem, ze sam pomontuje Abrakadabre. Potem moze oddam komus do ostatecznego szlifu. Znam takiego Wegra, który skończył montaż na NFTS, pracowaliśmy lata temu nad Temptation. Moze się da zwerbować na pamiątkę danych czasów...


Abrakadabra galanta. Jestem w niej w większości zadowolony i mysle, ze w obiegu festiwalowym poradzi sobie o 10 długości lepiej niż Portobello Road... Bo chyba wspominałem, ze oglądając Portobello mam ochote schowac się pod krzesło i nie przyznawać się do autorstwa?

Piec lat pracy do – w zasadzie – rynsztoka. Dobrze, ze po trzech latach nie posluchalem się ludzi i napisalem i wyreżyserowałem ( i jakby na to nie patrzec - wyprodukowalem ) Abrakadabre.

Portobello nosi znamie niedorobek i amatorszczyzny. Film zrobiony za £1,5K przy ktorym producenci utrudniali mi jak mogli, zebym nauczyl się, 'jak to się dzieje w prawdziwym swiecie'. To, ze po takim czymś nadal jestesmy friends to dla mnie zaskoczenie. Głowna role obsadziła producentka a nie ja (dziś już wiem, ze to najgorsza rzecz do jakiej moglem dopuścić). Do glownej roli dostalem prezenterke telewizji internetowej, która w 2/3 produkcji okazalo się, ze nawet nie zadala sobie trudu przeczytania calego scenariusza.

Jednym z glownych 'twistow; mialo być podszycie się glownyj bohaterki pod inna kobiete. Przemiana z brunetki w blondynke. A ta baba przyszla na pierwszy dzień zdjęciowy ufarbowawszy sobie wlosy w pasemka!

Cale szczescie nie miala problemów z wywalaniem cycków. Chyba z cztery razy chwalila się przed cala ekipa ze ruchnal ja kiedys ten murzyn z serialu 'Heroes'

Z calej obsady tylko dwie osoby były prawdziwymi aktorami i – de facto - z tymi dwoma pracowało mi się swietnie. Cala reszta po powracała do swoich day-jobow po 'przygodzie aktorskiej' jaka było dla nich Portobello. Szkoda tylko, ze dla mnie nie była to przygoda a projekt, w ktorym upatrywalem swoja wielka szanse.

OK. Abrakadabra to tez film ultra-hiper-zero-budzetowy i tez nosi znamiona niedorobek ale kurwa, jest to historia, która autentycznie chcialem opowiedziec, czulem ja i z aktorka, która Bog mi zeslal do glownej roli zalapalem tak fenomenalny kontakt, ze jest w tym filmie 'magia'. 



01:49, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 października 2016

Wziąłem Alexa na Koncert Jarre'a.

Słuchałem tej muzyki gdy byłem w jego wieku, może niewiele starszy...

Podczas pobytu w Norwegii, za kolem podbiegunowym katowaliśmy klasyki i nowości w samochodowym odtwarzaczu.

Koncert był w O2 – wielkiej hali która widze z balkonu, jeden przystanek metra ode mnie, hali w której grac mial swoje koncerty Michael Jackson ale nie podołał, hali, w której pierwszy raz widziałem Petera Gabriela...

Mieliśmy miejsca w pierwszym rzedzie.

Czekalem na koncert Jarre'a przez wieksza część mojego zycia.

Nie wiem czy pamiętacie – jeden z pierwszych wpisów na tym blogu to mój skowyt nad tym, ze nie moglem być na koncercie w Gdansku, tym na jakiś Solidarnosciowy jubileusz...

Nie było to wprawdzie open air event – jak koncertował niegdyś, gdy był piękny i młody a ja byłem dzieckiem. Teraz jest wysuszonym starcem z brzuszkiem. Ale wciąż nosi ciemne okulary. Na koniec grał na harfie laserowej. Były strumienie laserów, hologramy, projekcje.... Alex patrzył z rozdziawiona buzia...



Dobrze za zagrał troche 'vintage' – Oxygen i Equinox. Szkoda, ze nie zagrał nic z albumu Rendez-Vous – mojego ulubionego chyba... Alex bedacy fanem nowszej twórczości dostał Brick England i kilka innych z ostatnich dwoch albumow, do których ja już tyle uwagi nie przywiązuje, roznica pokoleniowa, rozumiecie....

No właśnie. Ostatni dwa albumy to kolaboracje z innymi muzykami.

Jest pet Shop Boys, John Carpenter, Moby, Air, Armin Van Buuren i cala masa innych.

Kupiłem dziecku koszulke z koncertu, sobie zreszta tez.

Sek w tym, ze na plecach dzieciak ma wypisane nazwy wszystkich wspoltworcow, którzy pracowali przy albumie. Problem w tym, ze jeden nazywa się Fuck Buttons. Ta suka by mnie rozniosła chyba probowała by mi wmówić, ze mam zł y wpływ na dziecko. Albo jeszcze gorzej – dzieciak poszedłby w tym do szkoły a to szkoła katolicka. A tam na plecach Fuck Buttons.

Oczywiście od razu dzieciak zauważył, co mial napisane na plecach, ale nie dal po sobie poznac. Od niechcenia wspomniał: mami jeszcze nie widziala co mam z tylu na koszulce.

Bedzie ja nosił tylko u mnie, jak będzie przychodził.


Niedługo planuje wyrzucic z siebie na tym blogu gorzycz, która wzbiera we mnie przez to jak jo zaniedbuje Alexa. Niedlugo. Niedlugo...

Piszac te słowa pomyslalem – Black Sabbath ma swoja ostatnia trase, może wezme Alexa? Tez graja w O2. Niech pamięta. Ale niestety – graja dwa koncerty ale oba w tygodniu a następnego dnia rano szkoła...



03:26, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 września 2016

Bylem znowu w Rzymie. Trzeci raz.

Moja mama była tam na warsztatach patologicznych i pomyślałem -= dolacze.

I dolaczylem.


Rzym – jak to Rzym – zajebicha!

Alez ja się tam dobrze czuje!


Poczatek jesieni a pogoda jak w środku lata.

Wieczorami, jak moja mama wracała z koleżanka do hotelu ja wracalem do swojego b&b, dwie butelki Peroni w torbe, Czerwone sycylijskie wino do lapy i na nocne zwiedzanie ruin. Jeszce rower sobie wypożyczyłem. Jak swietnie było jeździć ciepla noca po pijaku, po Rzymie, rowerem...

Przyzwyczajony do lewostronnego kierunku jeździłem zazwyczaj pod prad...


Znów odwiedziłem muzea watykańskie z kaplica Sykstynska na koncu i Bazylike Sw Piotra, do ktreoj podczas drugiej mojej wizyty, dwa lata temu wejść się nie udalo, bo byłem z siostra a ta ladacznica ramiona miala odkryte!


Tym razem jednak widziałem Papieża! Tym sposobem mam zaliczonych wszystkich papieży, którzy zasiadali na Tronie Piotrowym od czasu mojego urodzenia! Haha! Tak wiec - bylem w Rzymie i Papieza widzialem. Zeby nie bylo, ze bylem w Rzymie i Papieza nie widzialem:



No i to jedzenie....




Tęsknie za Rzymem...



02:38, siekiera_motyka
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Jestem w trakcie realizacji promosa dla najwiekszej, centralnej synagogi w Londynie.

Byli w bardzo dobrych ukladach z polska ambasada. Teraz, w związku z niedawna zmiana rezimu w Polsce zmienil się tez ambasador. Nie wiem jak się teraz między nimi uklada. Spytam nastepnym razem.

Centralna synagoga w Londynie ma problem. Problemem jest wymieranie mieszkajacych w centralnym Londynie religijnych Zydow uczeszczajacych do synagogi. A niereligijnych i nieuczeszczajacych jest calkiem sporo. Nie muszę chyba dodawac, ze zydowskie rodziny, jeśli stac je na mieszkanie w centralnym Londynie, do biednych raczej nie naleza. Przewaznie są to lekarze, prawnicy i finansjera.

Bylem na kilku eventach w synagodze i filmowalem je. Teraz montuje. We wtorek ide jeszcze zrobic dokretki – detale architektoniczne budynku, witraze, okolice synagogi, master-shoty etc. Problem z jakim boryka się synagoga jest bardzo realny i dorazny. Na ich eventach srednia wieku to 60 lat i to tylko dla tego, ze obliczam srednia uwzgledniajac trojke dzieciakow kantora i kilku innych (kantor to taka szycha w kazdej synagodze, nie rabin ale glowny spiewak i manager w jednym). Gdyby nie dzieciaki srednia wieku bylaby okolo 80ki. Widzieliscie kiedys Skrzypka na Dachu (Fiddler on The Roof – 1971, Norman Jewison) z legendarna rola Haima Topola, jako Tevye Mleczarza? 



Jest tam scena snu Tevyego, w ktorym na cmentarzu zydowskim z grobow wstaja jego przodkowie. Zmurszali, pokryci kurzem i pajeczyna zgrzybiali Zydzi. Wlasnie tak mniej więcej czulem się na barbequeue w synagodze. Az się z nich kurzylo. Wygladali jak Yoda albo Morla Wszechwiedzaca z Never Ending Story (1984 Volfgang Petersen). Dodam jeszcze, ze dzialo się to w podworku-piwnicy otoczonej wysokimi kamienicami. Wszyscy zarli mieso, ja jeden wegetarianin, dali mi potem troche humusu, ale pierwszy raz w zyciu pilem izraelskie wino i muszę przyznac, ze jako moja weapon of choice jest czerwone wino, to ta gleboka, ciemna owocowosc i aksamitna kurtyna welwetu trafila – jak dla mnie – sedno sedna.... Na pewno będę to wino pamietal.

Na koncercie zamykajacym sezon synagogowy przed wakacjami, na szczescie było w cholere dzieci, chory dzieciece z dwoch szkol zydowskich w centralnym londynie. Glownie z tego materialy będę korzyslal i pod ich piosenki będę montowal.

Jeszcze było spotkanie z.... no i zupelnie mi wylecialy z glowy ich nazwiska, starosc nie radosc... - z bankierami, jednymi z glownych bohaterow crashu bankowego w 2008. Nie Lehman brothers tylko ten drugi bank. Dwa nazwiska. No i właśnie z tymi kolesiami (obaj australijscy Zydzi) było spotkanie. Dzien przed Brexitem.

A wszystkim tym eventom towarzysza totalne wyzerki, niestety w większości miesne... 80% materialu jaki mam to starzy Zydzi zajadajacy mieso na bankietach.

Moze to mój polski antysemityzm ale.... na pierwszym evencie wszyscy byli dla mnie bardzo mili. Wszyscy chcieli mnie poznac i pogadac. Na kolejnych byłem już tak nie było. Hello-hello a potem jak powietrze. Mysle, ze dowiedzieli się ze nie jestem Zydem.

A zatrudnia mnie gosc, ktory posiada prawa do utworow Krzysztofa Komedy na terytorium UK. A kontakt z nim mam przez kolezanke Oxford Girl, która była w dobrych kontaktach z poprzednim ambasadorem.



01:47, siekiera_motyka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 07 sierpnia 2016

Ozesz kurwa, nie ma lekko w tej Jucie...




62% Jutow to Mormoni. Ech, nie lubie Ameryki, ale fajnie byloby pojechac tam na weekend. Pojechaloby sie. Pojechalo...

Sek w tym, ze festiwal za dwa tygodnie... Ludzie! Dawajcie jakies realne noticy! Gdybym wiedzial dwa miesiace w przod - pewnie bym sie stawil. Dwa tygodnie - to troche nie zyciowe, nawet jak na mormonskie standarty.



01:20, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »

PORTOBELLO ROAD robi. Wlasnie dostalem emaila, ze znalezlismy sie w konkursie glownym Neu World International Film Festival w Cedar City, Utah, USA. Oczywiscie nie nie pojade. Znowu. Nie mam juz urlopu, poza tym w Glory House i tak juz mi robili trudnosci w zwiazku z moim wyjazdem terazniejszym, (jestem trzeci tydzien w Norwegii, z ktorej wyskoczylem tez na tydzien na Nowe Horyzonty do Wroclawia).

Szkoda. Cedar City jawi sie mi jako typowe amerykanskie zadupie, na ktorym dzieja sie Lynchowskie horrory, gdzie nauczyciele chemii pokatnie produkuja crystal meth, gdzie bialy smiec zamroczony tanim bourbonem wegetuje w pol snie przed swoja mieszkalna przyczepa w majtach w star spangled banner... Jawi mi sie to miejsce takim, jak wyobrazalem sobei centralna Ameryke ogladajac niegdys w Norwegii talk show Jerryego Springera pasjami....

Oh well - jak mawiaja Anglicy przy herbacie...
Tylko po chuja wywalilem blisko tysiac dolarow na zgloszenia do festiwali, skoro teraz na nie nie jezdze?



Do trzech razy sztuka. Moze nastepnom razom odpowie jakis festiwal europejski? O ile bedzie jakas nastepna raza....



poniedziałek, 01 sierpnia 2016

Z wyplukanymi piwem elektrolitami wracam po raz kolejny z Wroclawia, tym razem z festiwalu nowe Horyzonty. Tym razem nie stracilem paszportu, telefonu, marynarki i nie musialem kupowac nowego biletu lotniczego. Moze dla tego, ze nieomal wylacznie pilem calkiem dobre piwa i trzymalem sie (prawie zawsze) z dala od mocniejszych trunkow?

Pojechalem na Nowe Horyzonty po raz pierwszy, po wieloletnich namowach ze strony jednej mojej kolezanki, ktora w tym roku wlanie nie pojechala. Bylo, ze tak powiem spoko, ale, ze tak znowu powiem - dupy tez mi nie urwalo. Przyznaje, ze nie widizalem filmow, ktore wygraly festiwal. A nie. Widzialem jeden ale byla to poranna projekcja i zasypialem na nim po trudach nocy. Egipski film. Bardzo powtarzajacy sie. Powracajace te same ujecia. bylo do przypuszczenia, ze wygra cos, juz zapowiadajaca go Dyrektor Artystyczna festiwalu w zasadzie to zapowiedziala, gdzy wspomniala, ze jest to dla niej jeen z najwazniejszych elementow programu w tym roku. Nauczylem sie juz tego na Camerimage. O nagrodach na festiwalach, przynajmniej tych naprawde znaczacych i duzych, ZAWSZE decyduje polityka.

Filmy - hmmmm.... zaden nie zwalil mnie z nog. Zauwazylem za to niepokojacy trend, ktory ewidentrnie dal o sobie znac podczas tej edycji festiwalu. A moze tak bylo juz podczas poprzednich? Ktoz to wie. Chodzi mi o kutasy. Penisy na ekranie. W wiekszosci filmow byly ujecia, w ktorych widac bylo chuje! Meskie narzady kopulacji. Kiedys tak nie bylo. Pierwszego dnia ujecie pisiora bylo w kazdym jednym filmie jaki widzialem. I w Brazylijskim Aquarius - scena orgii, wielkie pyty i w czarno bialym koreanskim, ktorego tytulu teraz sobie nie przypomne, malutki azjatycki pisiorek, w scenie nie jednej a kilku.
I w wizyjno-eksperymentalnym Matthew Barney´a De Lama Lamina - roboto-czlowieko-ptak ociera sie wackiem o mechanizm przypominajacy wal korbowy, i we francuskim In California - pracie jest obecne pod koniec jako odicie w szybie. W absurdalnej komedii Staying Vertical (tez francuskiej) - a jakze, siusiak prezy sie jak labedzia szyja zanim zostanie wprowadzony w dupe dziadkowi...
Byl tez czlonek na ekranie w Passolinim Abla Ferrary z Willemem Defoe w tytulowej roli. Brany do ust w nocy na plazy przez innego faceta. Takie tam...


Czy to jakas nowa moda?
Nie mam jakichs problemow z tym, ale czy teraz wyznacznikiem niezaleznosci i, jak to sie w Polsce mowi offowosci musi byc obecnosc
chuja na ekranie? Musze t tym pomyslec i byc moze uwzglednic to w moich kolejnych projektach....

Tak. Wybor filmow nie zrobil na mnie duzego wrazenia. Duzo lepsze byly koncerty w klubie festiwalowym. Dwa zaliczylbym nawet do re-we-la-cyj-nych!!! Taki T.Raumschmiere, DJ z Holandii, wypas, wypas! Albo mlode polskie chlopaki, ktore graly dnia nastepnego futurystycznego, porywajacego funka, trzech gosci a jaka gesta i pena substancji muza! Just wow!

No i restauracji we Wroclawiu. Wchodze i zamawiam wegetarianskie albo jeszcze lepiej weganskie danie a oni mi na to - my wszystko mamy weganskie. I Vega na rynku glownym (FANTASTYCZNY kotlet z burakow, po powrocie do Norwegii wydlubalem sobie nicia dentystyczna kawalek tego buraka z zeba i autentycznie sie nim, tym kawalkiem, rozkoszowalem....) albo Ahimsa ( czy jakos tak) na ul. Swietego Antoniego (czy jakos tak), przy kinie Nowe Horyzonty, kapitalne Thali Dnia...

Gorrraco jak cholera bylo w tym Wroclawiu. I jeszcze te dni mlodzierzy, wszedzie, wszedzie mlodzi ludzie z calego swiata, bardzo europejsko. Bardzo.

Wieczorami w kubie festiwalowym bajerowalem towarzystwo przy stolikach jakim to jak jestem tworca filmowym, ktory ma teraz wlasnie film na festiwalu w Melbeourne (w sumie to nie bajerowalem, tylko prawde mowilem) i spotkalem pare osob z mojej przeszlosci, na kumpla, ktory wydal ksiazke niedawno, pierwszy polski poemat rycerki pt. Piesn o Kacie. Wlasnie czytam.

Festiwal w Melbourne tez sie skonczyl. Nie bylo tam nikogo, kto moglby powiedziec cos o Portobello Road, niestety.... Poki co to jedyny festiwal, na jaki sie film zalapal...

A ja jestem w Norwegii z Alexem. Alex przeczytal W 80 Dni Dookola Swiata Juliusz Vernea, Diary of w Whimpy Kid, kilka czesci, Harryego Pottera, pierwsza czesc i teraz mam nadzieje zebierze sie do Autostopem Przez Galaktyke Douglasa Addamsa. Bardzo dobrze.

A ja ide spac.

Na razie.







01:48, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 lipca 2016

Jestem w Tromsø - 600 km za kolem podbiegunowym. W miescinie, w ktorej ponad 15 lat temu studiowalem psychologie. Jestem tu z Alexem i z moja mama i jej kolezanka....

Za oknem biala noc. Jest polnoc a jasno jak w dzien.
Bylem wlasnie na spacerze pokarmic moj instagram.
Na skwerach grupki ludzi przyklejoych do smartphonow graja w Pokemon Go.

Miasto podupadlo.
Poroslo chwastem.
Troche jak na Piotrkowskiej w Lodzi - tam gdzie kiedys byly restauracje teraz swieca pustkami lokale do wynajecia.

Drewniane domki obchodza z farby.



01:52, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 146