czyli: extatyczne wzloty i traumatyzujace upadki polskiego filmowca w UK
RSS
czwartek, 29 grudnia 2011


Przedwczoraj snila mi sie Lady Gaga bez make-upu, naturalna, taka jak na tych zdjeciach, wiecie o ktorych mowie... Byla na castingu do niskobudgetowego horroru, ktory rezyserowalem w Tajlandii.
Dostala role ale wahala sie czy ja przyjac. Musiala sie skonsultowac ze swoim agentem.


01:05, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »

kargarhar... kargarhar... Kargarhar... KARGARHAR! KARGAAAAAARHAAAAAAAAARRRRRRR!!!!!!! - w ten sposob Alex domaga sie zeby wlaczyc mu kolejny raz Garfielda (2004 Peter Hewitt) albo tegoz Garfielda sequel...
Wszystko jedno, ktory film.
Byle by lecial.
Byle by na ekranie dokazywal gruby rudy kot.
Kargarhar = Kot Garfield.
Nowy ulubiony film. Obie czesci mogly by leciec na okraglo.

Niepotrzebnie polookalem na profil na fb jednej mojej bylej.
Robi aktualnie film fabularny. Krew uderzyla mi do glowy.
Bad Boy i Christine tez w przyszlym roku zaczynaja kolejny film w Australii. Karolina - autor zdjec do Temptation siedzi w Hollywood i jak nic niedlugo zacznie tez strzelac z grubej rury.

A ja?

Ogladam nowa Lady Gage, Justina Beibera i greckich lowelasow....
I wyszukuje aliasingu i dropped frames.
Fuck me sideways! Na co mi przyszlo!

Nie zazdroszcze im, ludziom z mojej przeszlosci, ktorzy robia filmy. Zycze im z calego serca powodzenia w ich filmowych przedsiewzieciach ale kurwa gdzie filmwise ja jestem?
W kurzej dupie!

Jestem odszczepiencem duchowym narodu polskiego bo obce jest mi uczucie zawisci wobec powodzenia innych ale boli mnie oj boli moja wlasna sytuacja i moja wlasna brukajaca krwia ambicja...

Jasne - zarabiam kase - cool! Ale rownie dobrze moglbym byc jakims dzierzymorda nocnej zmiany w Tesco i zarabiac wcale nie mniej jesli nie wiecej...

Ale to nic. Najgorsze jest to, ze podzielilem sie moim angstem z mama a ona jedyne co, to od razu przeszla do defensywy, ze juz zadnych pieniedzy mi nie bedzie dawac. KURWA MAC! Czy ja prosilem ja o jakies pieniadze? Co ma piernik do kurwa wiatraka?

Wiecie, nie pisalem wam o tym ale planuje na przelomie 2012-2013 (o ile jeszcze ludzkosc  bedzie istniec) kupic flat gdzies pod Londynem i wynajmowac go, zeby sam sie spacal i generowal steady cash flow a potem pod zastaw tego flatu kupic nastepny i podwoic ten cash flow... Poniewaz jest to dosc powazna decyzja porozmawialem o tym z mama. Co ona na to? Ano: nie zamierzam dawac ci zadnych pieniedzy! FUUUUUCK! Kobieto! Czy ja cie o to prosilem!?

I mowie, ze nie prosilem, ze wcale nie chce, ze dam sobie rade a ona dalej swoje!!!! AAAARRRRRRRRRRGGGGGGGGGGGGGGGGGGHHHHHHHHH!!!!

A potem od slowa do slowa wychodzi kolejna klotnia z wypominaniem jak to ona wszystko dla mnie robila i cale swoje zycie poswiecila i jaki ja jestem niewdzieczny etc.

Wiecie gdzie jestem.
Wiecie co pije.

Jestem wsciekly, omalo nie harcze przed kompem: KARGAAAAARHAAAR!!!! KARGAAAARRRRRRRRHHHHHHHAAAARRRR!!!!!!


00:04, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 grudnia 2011


Znow sipuje zmrozona voode, zuje gume z nikotyna, renderuje przez Final Cut Pro clipy z Wigilii z Alexem. Czestotliwosc mojego pisania znacznie spadla ostatnimi czasy, wiem o tym.
Czemu spadla?
Po pierwsze temu, ze niewiele sie dzieje.
Po drugie zniecheca mnie technologiczna nieudolnoscia serwisu blox.pl, na ktorym nie moge embedowac clipow z youtuba bez ryzyka obciecia szablonu bloga. Ci, ktorzy czytaja mnie od dawna wiedza o czym mowie. 
Po trzecie i chyba decydujace - mam Oxford Girl i z nia dziele sie moim zyciem. Jest dobrze. Osiagnelismy juz wielce zaawansowany poziom zazylosci i zgrania. Nie znaczy to ze sie nie klocimy. Co to to nie. Klotnie bywaja niezle ale zazwyczaj wynikaja z tego ze sie jednego dnia nie wykapalem albo smierdzace skarpetki zamiast do kosza przy lozku zostawiliem. Nastepnego wieczora smiejemy sie z tego i wesolo sie ruchamy.

Z nowym rokiem nowym krokiem jednak. W 2012 mam do skonczenia Portobello Road, dwa scenariusze a jako iz niedawno zostalem szczeliwym posiadaczem DSLR Canona moze po drodze strzele jeszcze jakis short film. Dobrze by kurwa bylo. Mialem sprzedac ta DLSR zeby posplacac dlugi ale dzieki Christmas Bonus pewnie nie bede musial.

Tymczasem na kalendarzu coraz blizej, coraz blizej, nieublaganie zbliza sie wspomniany 2012. Co to bedzie? Co to bedzie?



01:05, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 grudnia 2011
Taktaktak.

Jestem w Norwegii z Alexandrem.
Za oknem bezsniezny (!) norweski grudzien.
Przezylem.
Obylo sie w miare bezbolesnie.
Tylko raz szarpalem sobie wlosy z glowy podczas klotni z mama, mama tylko raz szlochala nad soba, ze ma takiego niewdziecznego syna... Przez cale trzy dni poki co.
Mowie to bez ironii - w porownaniu z tym co dzialo sie czesto w swieta lat minionych to naprawde chillout i holiday pelen rodzinnego ciepla.

Znow przebralem sie za Mikolaja.
Alexander przejrzal mnie na wylot.
Ani przez chwile nie dal sie nabrac. Wiedzial, ze to ja - caly czas. Czulem to i widac to na filmie.
Powinienem byl glos zmienic chociaz albo nie zdejmowac czapki z glowy, zeby otrzec pot z czola...
Rzucil sie na worek z prezentami jak wyglodniale zwierzatko. Dobrze, ze jako pierwszy zlapal za jeden ze swoich prezentow. Rozszarpywal opakowania w amoku krzyczac: WOOOOOOOOOOOOOOW! WOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOW! LOOOOOOOOOOOOK AT THIS! LOOOOOOOOOOK AT THIS!!!

Chcialbym byc w jego wieku i dzielic jego entuzjazm...

Jest swietnie, jest cudownie ze tutaj z nami jest w tym roku.

Ja jak zwykle dostalem troche kasy. I dobrze.
Ostatnio zaczolem inwestowac w srebro. Ludzie powiadaja, ze to co widzielismy w swiatowej ekonomii w 2011 to zaledwie preludium tego co dziac sie bedzie w 2012. Po internecie kraza sluchy, ze moze dojsc do upadku globalnego systemu bankowego - cos takiego jak w ostatniej scenie Fight Club (1999 David Fincher).
W innych zakamarkach internetu powiadaja, ze dojdzie do globalnej hiperinflacji, cos takiego jak w Polsce w latach 1989-90 tylko w wymiarze miedzynarodowym. Internet powiada, ze najlepsza lokata na takie czasy jest wlasnie zloto na amfie czyli srebo.

Dostalem tez Christmas Bonus i to dzieki temu bonusowi zaczne rok 2012 jako czlowiek oficjalnie wolny od jakichkolwiek dlugow! W UK powinni mnie zaczac obwozic w klatce i pokazywac za pieniadze...
True story.

Pije czysta voode. Czysta, rosyjska, zmrozona na gesty syrop voode. Prosto z zamrazarki. Nie pije jej na polaka/ruska. Nie wlewam po proletariacku na dno gardla. Sipuje sobie ze szklanicy delektujac sie masochistycznie jej szczypiacym jezyk mrozem, ktory rozpuszcza sie w ustach w lubiezna slodycz.



Tako rzecze Zarathustra.


01:17, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 15 grudnia 2011

Po odzyskaniu kindla, ktory przez ostatni rok prawie uwieziony byl u Natalii, ktora miala przeczytac na nim biografie Keitha Richardsa (nie pisalem wam o tym ale byl plan zrobienia z Producentem dokumentu o Jamajce z  Keithem Richardsem, ktory mieszka na Jamajce i ma tam dom. Z czasem wyszlo z tego cos innego, Producent zrobil film na Jamajce ale bez Keitha i beze mnie. A wszystko przez to, ze mam full time job).

No wiec wlasnie. Po odzyskaniu Kindla przedwczoraj kupilem sobie biografie Stevea Jobsa. Niebywale ile wspolnych cech znajduje wlacznie z nie myciem sie i smierdzeniem! Byl brudnym, bosym hipisem wrzucajacym kwasy. W Krzemowej Dolinie lat 60.

Dzis byl final Masterchef Professional – eliminacyjnych zawodow dla kucharzy judgowane przez Michela Roux Jr – chefa z dwoma gwiazdkami Michelina i drugiego goscia – topowego food critica. W Polsce nie wiem czy by sie tak dalo. W Polsce nia ma standartow Michelinowskich a jak sa to w mikroskopijnych ilosciach i nie znalazloby sie wystarczajacej ilosci uczestnikow. Poszczegolne odcinki rozgrywaly sie w najlepszych restauracjach w Europie i oczywiscie w Londynie.  Przez ta serie bylismy z Oxford Girl totalnie uzaleznieni.



23:02, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 grudnia 2011

Nowy wpis byl i zniknal. Rozpadl sie w niebyt.
W skrocie: dziabalismy w torebke dalej na DJ Freshu, 19 letnia Quzynka zalapala wielgasna grude i ciuckala ja przez calego DJa Fresha. A bylo tak.

Nie moj footage. Zalapalismy sie na sama koncowke tego sztandarowego numeru, ktorym otwieral seta.

Poza tym bylo office'owe Christmas Party, na ktorym zachowywalem sie wyjatkowo dobrze, nie narombalem sie, nie pozygalem, nikogo nie naobrazalem.

Na starter wziolem grasice z watrobka na pastry czyli takim tutejszym, ogromnie popularnym francuskim ciescie.
Przyszlo troche zimne.

Na mains pieczona ges z prosiakiem w koszyku czyli pig in a basket. Dobre. Z bardzo dobra (o dziwo) czerwona kapusta i brukselkami. I wielkim ziemniorem. That was one potato too far...

Na deser wyborny, przefantastyczny Christmass Pudding rich in brandy z hommade custard. Na cieplo.

Lady Gagi nie bylo. Ani Nicka Cave'a. bylo troche ludzi z Universal Music ale sami ukladacze ramowek etc.


Frustrujace, kiedy wpisy nikna.




01:04, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 grudnia 2011


Niepokoi mnie to, ze ostatnimi czasy zupelnie przestalem pisac….

Praca na full time office hours Monday to Friday to kierat nie dla mnie. Poki co mam zamiar posiedziec na mojej cieplej posadce ale musze szybko ocknac sie tworczo bo zastyglem. Nie wyobrazam sobie pracowac tak cale zycie. Poki co jednak trzeba. Mam juz kilka planow jak w przeciagu kilku laty wyrwac sie z tego kieratu…

 

Wrocmy jednak do Alexandra Palace. Otoz jestesmy na imprezie z Oxford Girl i Quzynowstwem a ja mialem ze soba MDMA co sie u nie uzbieralo przez  lata. Spytacie pewnie – jak to? Uzbieralo sie?

Nie mam na mysli, ze skraplalo mi sie gdzies czy krystalizowalo. Jakies dwa lata temu mialem okzaje kupic dobre i kupilem i lezalo sobie przez ten caly czas. A na dwa tygodnie przed przylotem Quzynowstwa  dokupilem jeszcze raz tyle. Czyste krystaliszne MDMA. Pokruszony w niereguralne grudki buro-zoltawy krysztal. Dosc podly, cierpkawy w smaku. Nasliniony palec do torebki i obtaczamy w materiale i dziab-dziab do buzi.

 

I nic.

 

Po pietnastu minutach jeszcze troche.

 

I nic.

 

I zaczal sie Chase and Status.

Zagrali No Problem, Eastern Jam a potem Hypest Hype i wtedy juz zaczolem czuc lekkosc i zaczolem sie wznosic. Potem pamietam, ze spojrzalem na Oxford Girl obok mnie a ona byla zapatrzona nie na raz po raz eksplodujaca fosforowa jasnoscia i plujaca wiazkami laserow scenere tylko na wedrujace po scianie, wyswietlone logo imprezy i robila mu zdjecia iPhonem.

 

A potem bylo tak: 



 

 





Przewazala angielska mlodziez w wieku  Quzynki, no moze troche wiecej – early twenties. Tylko raz uslyszalem jezyk hiszpanski. Wszyscy – jak to na tego typu imprezach - bardzo mili, przyjazni, love and peace. Ktos na nas wpadnie a to my od razu, jako pierwsi przepraszamy. Bylo sporo najebanych vooda, slaniajacych sie. Bylo sporo takich co i chlalo i drugowalo. Ale wszystko na przyjazna nute.

 

Dobrzy, doswiadczeni zawodnicy wiedza, ze wszystko trzeba ostroznie i nie mieszac MDMA z alkoholem bo to recepta na katastrofe. Nalezy tez po trochu barac i sprawdzac czy i kiedy zaczyna dzialac. Najwazniejsze – nie kupowac nic na imprezie od nieznajomych tylko miec dobre, sprawdzone i z pewnego zrodla.

 

Niestety – nie wszyscy o tym wiedza albo po prostu po pijaku uaktywnia sie ssaie na dragi. W tlumie co jakis czas mija sie kogos, kto pod nosem szepce niby sam do siebie: cocaine, cocaine… extasy, extasy…

 

Dla tych, ktorzy nie zalapali sie na Bass Culture nastepnego dnia w Alexandra Palace gral Pete Tong.

 

Kazda z nocy pociagnela za soba po jednej ofierze smiertelnej.




Very, very, very sad ale wtedy jeszcze nikt  o tym nie wiedzial a nam bylo bardzo bardzo dobrze i bylismy bardzo bardzo szczesliwi...


Dlatego wlasnie drugi powinny byc legalne. MDMA powinne byc dotepne dla kazdego doroslego czlowieka w aptece tak samo jak LSD, kokaina, amfetamina, ketamina, meskalina a nawet opiaty...

W kontolowanej jakosci. Bo kazdy i tak dostanie ale moze sobie kuku zrobic i zarabiaja na tym nie ci co powinni.

I nich mnie. Moglbym byc ich kontrolerem jakosci. A co mi tam.







01:29, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »

Ponad tydzien mija juz od Bassculture w Alexnadra Palace.

 

Quzynowstwo przybylo na Stansted ok 11pm a na Liverpool Street w okolicach 1am. Aby nie marnowac okazji bycia w sercu wschodniego Londynu odrazu wzielismy ich na nocna wloczego po Brick Lane, Sptalfieldcs, pod Ghurkina i na inne Shoreditch. Wzielismy znaczy sie ja i napoczeta przez mnie  w trakcie czekania na Liverpool Street butelka Teachersa.

 

Dla przypiomnienia: Quzynka lat 19 wlasnie dostala ie na matematyke aktuarialna na Politechnice Lodzkiej. Kuzyn 29 lat i bezrobotny po psycholigii z nienapisana magisterka. Do tego agresywny (na facebooku) ateista. I za te jego agresywnie ateistyczne wpisy Bog dal mu po lapach i naderwal sobie Qzun miesien lydki i przyjechal na impreze o kulach. Potem mu zreszta przeszlo ale o tym potem. Pomimo wszystko Bog i tak go kocha.

 

Wrocilismy do domu na South Ealing okolo 6am. Nie pamietam jak dotarlismy. Oxford Girl sie obudzila a ze i tam miala za niedlugo isc do pracy to posiedziala z nami i momentalnie zalapala swietny klimat z Quzynowstwem. Naprawde swietny, Lepszy chyba niz liczylem. Tylko na mnie fukala nastepnego dnia bo zapadlem zmeczony calonocna urbanistyczna wycieczka  w twardy pijacki sen na kanapie i za nic, za nic nie szlo mnie dobudzic.

 

Nastepnego dnia probowalismy na sile przespac kaca i dospac sie przed impra co nie bylo dobra strategia... Wyszlismy przez to z domu po dziesiatej i nie zdolalismy sie spotkac z Emilka i jeszcze do tego spoznilismy sie na Modstep i na Nero.

 

Mialo sie spotkac moje cale poznajdowane na internecine rodzenstwo ale zjebalismy to. A w Londynie to nie tak jak w Lodzi, gdzie wyskoczysz na miasto i na szybko spotkasz sie z kims w knajpie na piotrkowskiej oj nie…

 

No i spoznilismy sie na Nero…

 

Ale Przeszedlwszy kolejki najpierw do samego palacu a potem do Szatni udalismy sie wiktorianskimi krytarzami wsrod palm do na glowna scene gdzie z porzadnym marginesem czasu zdazylismy na Chase and Status.

 

Alexandra Palace to olbrzymi palac. Prawdziwy palac a nie taki naprzyklad Palac Poznanskiego w Lodzi. Polozony na szczycie wzgorza, na krotym znajduje sie Alexandra Park. Niezwykle malownicza panorama na caly Londyn.






Straszniezaluje, nie udalo mi sie spotkac Emilki z Quzynowstwem ale nie mialem po prostu kasy jak kupowalem bilety. Liczylem, ze jej nigeryjski informatyk ja weznie i pojdziemy wszyscy razem ale ten nigeryjski informatyk, na ktorego mowimy Bozydar jest bardzo timid (plochliwy i wstydliwy) i nie slucha dubstepu tylko gangsta rapu...






 

 

00:11, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 listopada 2011

Ogladalem przedwczoraj (a moze dzien wczesniej?) dwu i polgodzinny koncert reunionu Take That z Manchesteru, ktory wychodzi na dniach ( a moze juz wyszedl?) na Blue Ray'u w UK.

Ogladalem zawodowo ma sie rozumiec.

Wstydze sie troche to pisac ale... jaki wykurwisty show!
Bawilem sie swietnie! Okazalo sie, ze znam od cholery ich numerow (z radia, z reklamowek...) a numerow Robbiego Williamsa (dolaczyl na poczatku drugiego, jego solowego aktu a potem z reszta skladu do spektalularnego konca) no wlasnie... jego numerow nie trzeba chyba nikomu przypominac.

Koncert wyprodukowany byl tak spektakularnie jak potrafia to zrobic tylko specjalisci brytyjskiego przemyslu muzycznego. Wiem. Troche obciach tak jarac sie koncertem reaktywowanego boys bandu ale.... I just cant help it!

Za moim maczyzmem niech przemawia fakt, ze niejaki Justin Biber w miniony weekend zapalal uroczyscie lampki bozonarodzeniowe na Westfield Shepherd Bush - centrum handlowym, ktore mijam codziennie a ja... go olalem i nie poszedlem piszczec w tlumie nastolatek...




01:04, siekiera_motyka
Link Komentarze (2) »
środa, 16 listopada 2011
 
Ostatnimi czasy rozleniwilem sie i w ogole odechcialo mi sie pisac. Niedobrze.
Scenariusz lezy odlogiem...
Blog mchem porasta...

Wracam z pracy na dworzu juz ciemno.
Wracam przesycony obrazami.
W weekendy na sobote i niedziele przychodzi Alex.

Na niedzielny obiad przygotowuje shepherds pie - jest to juz niepisana tradycja. Synek az sie chichra jak tylko go zobaczy tak bardzo mu zawsze smakuje. Niam! Niam! Niam! - wola i wrombie zawsze swoja porcje i dwie dokladki. Potem zazwyczaj ogladamy film a on w polowie jeszcze pojdzie do kuchni i troche doje.

W pracy jak to w pracy - Rihanna, Justin Biber, Pixie Lott, Snow Patrol i Florence and the Machine i ostatnio jeszcze U2 i Stonesi w zwiazku z re-release ich milestones albums jako de-luxe editions.

Czy wspominalem juz kiedys ze zupelnie nie kumam czaczy z U2?

Obiecalem napisac o koncercie Kultu, moich refleksjach nad wyborami a tu tymczasem jeszcze dzialo sie i dzialo - Oxford Girl miala oficjalna graduation w Oxford University z togami, oficjalnymi lunchami w college'u i ceremonia w Sheldonian Theater, w ktorym to przybytku ceremonie te odbywaja sie od ok 1200r w niezmienionej formie.
Mistrzowie ceremonii, rytulne szary, regalia, gronostaje, herby, plafony, freski, sredniowieczne mury...
Wszystko po lacinie!


Poki co, jak juz wspomnialem - rozleniwilem sie... Ale czy nie nalezy mi sie troche? Przynajmniej do konca roku nacieszyc sie normalnym zyciem, telewizja, Play Station i obiadami w domu?

Jak powiedzial Papiez do strazakow: DUCHA NIE GASCIE!

Odezwe sie niebawem ze zdwojona furia i zarzygam wasz wszystkich od stop do glow moimi pierdolonymi farmazonami...

Keep da faith!







21:36, siekiera_motyka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 129